Bo takie mamy zasady

Wiele razy, stykając się z pracownikami ochrony zdrowia po tej drugiej stronie czyli jako pacjent, próbowałem zrozumieć pewne formalizmy, którym miałem się poddać.

– Ale dlaczego mam to robić? – dopytywałem się.

– Takie mamy zasady – odpowiadano. Często moi rozmówcy podświadomie czuli, że to niewystarczające wyjaśnienie. Miałem wrażenie, że tak proste pytanie wywołuje w nich popłoch i w duchu przyznaliby mi rację. No właśnie! Dlaczego?

Praca to jednak nie miejsce na filozofowanie, więc aby zagłuszyć te rozterki, powoływali się jeszcze na czynniki wyższe, od nich niezależne i w pewnym sensie nadrzędne.

– Zawsze tak było.

Z tym się już nie dyskutuje. Mógłbym, co prawda, zaprzeczyć, bo Stary Testament o tym nie wspomina, ale po co jątrzyć egzystencjalne rozterki. Zawsze tak było – to aksjomat. Stan pierwotny, chroniący pracownika przed destrukcyjnym kontaktem z absurdem. Z nicością. Z ciemnością biurokratycznego universum. Sięgać tam, do najniższych szuflad, do pożółkłych sprawozdań i statystyk, by udowodnić jakiemuś niedowiarkowi, że ZAWSZE TAK BYŁO to profanacja biurowego sacrum. A jeśli szuflada okaże się pusta? Co wtedy?

Chowam więc swe przekonania i uznaję porażkę. Zebrałem poniższe, autentyczne przykłady, wiedząc, że nie osiągnąłem promila absurdu. Ktoś nam każe bawić się w bezsensowne zabawy, a my to akceptujemy bez zastrzeżeń. Obecna zabawa w RODO jest dobrym przykładem. Tymczasem…

Idę do lekarza neurologa, a on każe mi zwrócić się z moim problemem do kardiologa. Nawet nie pytam, dlaczego mi nie da skierowania. Skierowania wypisuje lekarz POZ.

Leczę się u kardiologa – po skierowanie na przezprzełykowe echo serca (hospitalizacja, znieczulenie, itp.) mam się zwrócić do lekarza POZ. W wyniku tego badania jestem kwalifikowany na zabieg. Do zabiegu potrzebne będzie skierowanie, wiecie od kogo? Wiecie…

Leczę się od wielu lat na to samo. Okazuje się, że ostatnie skierowanie wydano ponad dwa lata temu. Przydałoby się aktualne, chociaż tamto jest ważne. Takie są wymagania.

Wyznaczona godzina wizyty oznacza czas rozpoczęcia oczekiwania na wizytę. – Sposób na beznadziejny brak organizacji czasu pracy poradni. To, co przekazaliśmy ci wcześniej jest tak naprawdę czymś innym, a twój czas nie jest dla nas ważny. Tak brzmi przekaz.

Zabiegi dzieci planowane są na piątek. Proszę przyjechsć z dzieckiem we środę. Dlaczego nie w czwartek? Termin na czwartek mają dzieci 6-letnie. I tak nie macie źle, bo starsze mają być już we wtorek. Tak, zabieg jest zaplanowany, dziecko jest wpisane, ale jak przyjedziecie w czwartek, to nie będzie już miejsca. Takie są zasady.

Nie mogę pana zapisać na przyszły rok, bo nie mamy jeszcze kalendarza/zeszytu/terminarza/umowy/czegoś tam nie mamy.

Przychodnia POZ: lekarza nie ma dzisiaj. Jest inny, ale pan jest zapisany do tamtego.

Przychodnia POZ, godzina 15.30 – niestety, lekarza już nie ma. Może być termin dopiero za tydzień.

Psychiatra wystawił skierowanie na psychoterapię: ale to jest skierowanie z zewnątrz. Trzeba się zapisać do naszego lekarza – jeżeli wizyta u psychologa ma być u nas, to on musi wystawić. Takie są zasady.

Pacjent w trakcie hospitalizacji kardiologicznej traci termin porady u endokrynologa. Lekarz mógłby zlecić właściwą konsultację, ale przyjął pacjenta z innego powodu. Poza tym NFZ za to nie zapłaci.

Dziecko ma wystawione skierowanie do poradni nefrologii dziecięcej, najbliższa poradnia nefrologiczna dla dzieci jest 60 km i pół roku stąd. Nefrolog w zwykłej poradni przyjąłby, ale skierowanie jest do dziecięcego. Trzeba prawidłowe. Takie są zasady.

Skierowanie do ortopedy jest z powodu łokcia. Dziś, po dwóch miesiącach oczekiwania, łokieć nie dokucza. Dużo gorzej jest z kolanem. Skierowanie jest jednak na opiekę nad innym kawałkiem mojego ciała. Nawet, gdybym postarał się o nowe skierowanie, data wystawienia będzie grubo po rozpoczęciu oczekiwania. Spójrzmy lepiej na ten łokieć…

Pamiętam, jak na lekcji geografii uczyłem się kolejności państw pod względem uprawy buraków cukrowych albo wydobycia węgla brunatnego. Nie wiedziałem, po co. To była jedynie metoda pracy: powtarzanie, zapamiętywanie, utrwalanie. Wiedza o burakach nie miała znaczenia w żadnym okresie mego życia. To oczywiste.

Straszne jest za to, że wiele osób dzięki takim doświadczeniom myli metodę z celem. Wykonuje jakieś absurdalne rytuały aktualizacji skierowań na wszelki wypadek, z lęku przed odpowiedzialnością przed kimś nie do końca określonym. Przed kontrolą. Przed niezapowiedzianą klasówką.

A przecież już dawno po dzwonku.

Pora myśleć…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Bo takie mamy zasady

  1. migreniak pisze:

    Dobrze, że jestem ZHDK, zupełnie inne problemy mam…

    Polubienie

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s