śmiertelnie poważny temat

i może akurat w Wielki Piątek warto na to spojrzeć

Nie będę się wdawał zanadto w szczegóły rozporządzeń. Czym jest izolacja i kwarantanna każdy chyba wie. Podejście do tematu COVID zależy chyba bardzo często od tego, jak blisko nas ten COVID się pojawi. Można żartować. Od tysięcy lat ludzie oswajają myśli o śmierci także za pomocą humoru. Ale bezpośrednio w kontakcie ze śmiercią żarty milkną.

Wczorajszy artykuł w Rynku Zdrowia nie jest optymistyczny:

Ekspert, który jest kierownikiem Oddziału Obserwacyjno-Zakaźnego i Hepatologii Szpitala Specjalistycznego nr 1 w Bytomiu, podkreślał w programie „Rozmowa Piaseckiego” w TVN, że obecna śmiertelność w szpitalach jest nieakceptowalna. – Jest to sytuacja bardzo ciężka psychicznie. Takiej ilości śmierci u nas w placówkach medycy nigdy nie widzieli i mam nadzieję, że się więcej to nie powtórzy – zaznaczył.

Epidemia przerosła możliwości każdego systemu 

Dodał, że żaden system nie jest w stanie udźwignąć takiej ilości chorych.

– Wirus się zmienił, jest coraz bardziej zabójczy, śmiertelność w porównaniu do pierwotnego wirusa jest wyższa o 60-70 procent. Do tego chorują coraz młodsi ludzie. Do rozprzestrzeniania się choroby dołożyła się też lekceważąca postawa ludzi. To powoduje, że mamy Armagedon.

– Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że Covid-19 nie jest taką zwyczajną chorobą. My nie możemy położyć pacjenta na dostawce, na korytarzu – komentował gigantyczne kolejki ambulansów przed szpitalnymi SOR-ami.

Ekspert wyjaśnił, że covid to choroba, którą leczy się tlenem. – W tej chwili 100 proc. chorych przyjmowanym do szpitala wymaga leczenia tlenem, jeżeli szpital tych miejsc tlenowych nie ma, to wtedy chorych nie przyjmie, bo przyjęcie równa się, że pacjenci umrą. My nie możemy sobie na to pozwolić, w związku z tym potrzebna jest redystrybucja chorych. Dziś jest takie dopychanie do ostatniej szpileczki każdego wolnego miejsca i ratownictwo w tym systemie rzeczywiście jest zgubione – zaznaczył.

Śmiertelność szpitalna sięga 20 proc.

Podkreślił też, że zgłaszane obecnie przez jego oddział wolne miejsce, zajmowane są w ciągu 15-30 minut od zgłoszenia. – Tak jest u mnie. Ratownictwo musi być w tej chwili bardzo elastyczne. Ja rozumiem, że są w tej chwili w bardzo ciężkie sytuacje – tłumaczył.

Dodał: Przyjmujemy dziennie różnie 5, 7, 10 osób – to zależy od tego, ile się miejsc zwalnia. Na szczęście ciągle przyjmujemy więcej chorych niż ich umiera. Niestety śmiertelność jest bardzo duża, sięga 20 procent.

– Każda taka śmierć to ludzki dramat. Ja się spotykam z rodzinami pacjentów, którzy zmarli. Bardzo często są to pacjenci, którzy trafili zbyt późno, są pacjenci, którzy nie wierzyli w covid, pacjenci, którzy uważali, że mają silny organizm, który jest w stanie przeciwstawić się wirusowi. Nie ma silnych organizmów, ta choroba jest nieprzewidywalna – apelował.

To spójrzmy teraz na to z nieco innej strony:

Pacjent z pozytywnym wynikiem COVID trafia na oddział, ponieważ wymaga interwencji medycznej. Dostaje tlen, osocze, jest monitorowany. Ale się nie poprawia. Minęły 3 tygodnie od przyjęcia. Test wykonano przed lub w dniu przyjęcia. Potem nie, potem się leczy. Hospitalizacja kończy się śmiercią.

Po śmierci pacjenta z COVID obowiązuje post morte reżim sanitarny, którego podstawą jest Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 6 grudnia 2001 r. w sprawie wykazu chorób zakaźnych:

… zgodnie z § 5a ust. 1 pkt. 1–9 Rozporządzenia, w przypadku zwłok osób zmarłych na chorobę wywołaną wirusem SARS-CoV-2 należy:
– przeprowadzić dezynfekcję zwłok płynem odkażającym o spektrum działania wirusobójczym;
odstąpić od standardowych procedur mycia zwłok, a w przypadku zaistnienia takiej konieczności należy zachować szczególne środki ostrożności;
– unikać ubierania zwłok do pochówku oraz okazywania zwłok;
– umieścić zwłoki w ochronnym, szczelnym worku, wraz z ubraniem lub okryciem szpitalnym, a w przypadku przekazania zwłok do spopielenia umieścić pierwszy worek ze zwłokami w drugim worku;
– zdezynfekować powierzchnię zewnętrzną kolejno każdego worka przez spryskanie płynem odkażającym o spektrum działania wirusobójczym;
– zwłoki zabezpieczone w sposób, o którym mowa w pkt. 1, 4 i 5, umieścić w:
– kapsule transportowej, w przypadku przekazywania zwłok do krematorium, wykonanej z materiału umożliwiającego jej mycie i dezynfekcję, która po przekazaniu zwłok do spalarni podlega standardowej dekontaminacji środkami powierzchniowoczynnymi, albo
– trumnie do pochówku, w przypadku bezpośredniego pochowania na cmentarzu;
– umieścić na dnie trumny do pochówku warstwę substancji płynochłonnej o grubości 5 cm;
– niezwłocznie po złożeniu zwłok w trumnie lub kapsule transportowej trumnę lub kapsułę transportową zamknąć szczelnie i spryskać płynem odkażającym o spektrum działania wirusobójczym;
– transport zwłok, jeżeli to możliwe, prowadzić jednym zespołem przewozowym.

https://www.gov.pl/web/wsse-lodz/postepowanie-ze-zwlokami-osob-zmarlych-na-covid-19

I od tego momentu właściwie mam tylko pytania. Internet dostarcza nieco odpowiedzi, chociaż czasem wykluczających się.

  • co z rzeczami osobistymi? wg relacji sanitariusza, zajmującego się m. in. obsługą zwłok, wszystko podlega utylizacji z wyjątkiem telefonu i dokumentów, ew. obrączki i innej biżuterii. W świetle prawa są to dobra osobiste pacjenta, ale pozostałe, przeznaczone do utylizacji rzeczy – też. Z jaką decyzją spotyka się rodzina? Czy może odzyskać coś więcej?
    Rodzina często prosi o różaniec, dewocjonalia, inne drobiazgi które zmarły miał przy sobie na sali szpitalnej. Rzeczy bardzo osobiste.
  • Rzecznik Praw Pacjenta domagał się także możliwości identyfikacji zmarłego. Rodzina jest odizolowana od pacjenta przez cały czas hospitalizacji, pozostają rozmowy telefoniczne, jeżeli nie jest wtedy wykonane utrwalenie wizerunku, może być problem nawet ze zdjęciem pośmiertnym – choć lekarze doskonale rozumieli potrzebę rodziny – nie ma jednak zasad dotyczący robienia i przetwarzania przez szpital zdjęć osoby zmarłej. 
  • Pacjent hospitalizowany ponad 10 dni na COVID wychodzi ze szpitala i funkcjonuje nadal normalnie w społeczeństwie. Zabiera swoje rzeczy osobiste i po prostu wychodzi. Nikt się nie dziwi. Czy ma robiony test na wyjście?
  • Pacjent hospitalizowany ponad 10 dni na COVID, który umiera jest traktowany nadal jako źródło zakażenia. Czy test zrobiony tuż przed śmiercią, jeśli wynik jest negatywny – może być przepustką do umożliwienia normalnego pochówku?
  • Zmarły po 3 tygodniach od jedynego testu, który był pozytywny – nadal jest zakażony? Rozporządzenie nie precyzuje, mówi o zmarłych na chorobę wywołaną wirusem SARS-CoV-2 – nie trzeba być nadal zakażonym. Kontakt bliskiej rodziny przed pogrzebem jest jednak uważany za bardziej ryzykowny niż z osobą żywą, która wychodzi i funkcjonuje. Zakładam, ze osoba żywa wytworzyła przeciwciała, zmarła chyba nie miała szans.
  • Czy w związku z powyższym, a jednocześnie biorąc pod uwagę sposoby refundacji NFZ – pacjent po 10 dniach hospitalizacji na oddziale COVID powinien mieć regularnie robione testy antygenowe? Czy pomimo negatywnego wyniku powinien nadal pozostawać na tym oddziale?
  • Czy, gdyby zmarł dopiero po przeniesieniu na oddział czysty, jego status: zmarły na chorobę wywołaną wirusem SARS-CoV-2 miałby nadal zastosowanie do sposobu pochówku?
  • Co się dzieje z mieszkaniem/domem zmarłego, jeśli śmierć nastąpi w domu? Utylizacja?

Kilka relacji na koniec, jeśli chcecie jeszcze czytać: https://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,26618895,covid-zabral-mi-pozegnanie.html

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s