to nie ja byłam Ewą

tytuł objaśni obrazek, poza tym będzie i śmieszno i straszno.

Był taki czas, kiedy rejestr danych medycznych prowadzono z ułańską fantazją, większość operatorów systemów medycznych kojarzyła jak wygląda rododendron, a za to nikt – RODO. Mało czytelne lub za krótkie numery PESEL poprawiano lub interpretowano.

W spadku po tym okresie błędów i wypaczeń pozostały każdemu chyba szpitalowi – błędy i wypaczenia. Wystarczy dzisiaj przejechać zapytaniem SQL po PESELach, stosując algorytm jego sumy kontrolnej, by zdziwić się, jak wielu pacjentów było z Marsa, drugi przebieg, dość niezawodny, dzięki naszej zanikającej tradycji kończenia żeńskich imion na literę A, zderzający je z płcią, również zaszytą w numerze PESEL wykazał, że równie wielu pochodzi z Wenus.

Powiedziałby ktoś…

I co z tego?

Niby nic. Konsekwencje jednak są straszne. Nie wspomniałem o jeszcze jednym przebiegu weryfikacyjnym. Przez długi czas jedyną użytecznością systemu eWUŚ było potwierdzenie imienia i nazwiska pacjenta. Oczywiście, nawet w CWU trafiały się literówki lub nazwiska w miejscu imion, ale można i tak wyszukać, dzięki tym informacjom, pacjentów, którzy są kimś innym, to znaczy z eWUŚ wynika zupełnie inne nazwisko i imię.

Porzucając siermiężny SQL, można nawet w aplikacjach dziedzinowych uruchomić takie wyszukiwanie danych osobowych, by odnaleźć literówki, a właściwie – cyfrówki, w tychże numerach PESEL i scalić dane osobowe, w których imiona rodziców, nazwisko i imię pacjenta oraz jego adres są takie same, ale PESEL już nie. W ten sposób znalazłem kilka osób, które w dniu wizyty miały nawet 130 lat. Przed scaleniem warto, oczywiście, sprawdzić za pomocą eWUŚ, pod którym PESELem kryje się właściwe imię i nazwisko, a który… oby nie istniał w systemie CWU!

Może się to komuś wydać zabawne, ale kiedyś ZIP, a dzisiaj IKP szybko zmrozi krew w żyłach i pianę na ustach.

Śmieszne? Komentarz o Poczcie Polskiej to niestety fikcja. Do tego służy IKP. Tam na razie nie ma nic przydatnego dla pacjenta, jeśli chodzi o historię leczenia, ale nie taki był pierwszy cel. To miał być bacik na świadczeniodawców. Każdy, kto założył sobie konto w – wtedy jeszcze – ZIP, znudzony jego zawartością, dostrzegał te dziwne wizyty – jak na obrazku powyżej.

OK, konto w IKP ma jeszcze kilka zalet…

Od początku istnienia tej platformy funkcjonował system zgłaszania przez pacjentów – wcale mnie tam nie leczono!

Im większa popularność IKP, tym większa groza. Oni, pacjenci, myślą, że ktoś tu świadomie i z premedytacją uprawiał twórczą księgowość, wypełniając nieobecnymi, limity refundacji NFZ. Uniesieni oburzeniem, solidaryzują się z NFZ, śląc protesty – wcale mnie tam nie leczono!

Jedno żądanie, ok. Za chwilę kolejne. Coraz więcej osób zakłada IKP, coraz więcej niepotrzebnie tam grzebie!

NFZ, pochylając się z troską, żąda od świadczeniodawcy wyjaśnienia. Świadczeniodawca prosi zatem o odblokowanie umowy w celu poprawienia błędu. NFZ mówi – nie ma sprawy, dla świadczeniodawcy – wszystko!

NFZ otwiera umowę z 2014 roku, usuwamy wizytę pacjenta z NFZ, robimy korektę faktury, modyfikujemy wizytę dopinając właściwego pacjenta, wysyłamy do NFZ poprawne dane… eee… eee…

No tak. Potrzebna jest podstawą ubezpieczenia. eWUŚ był przecież na inny PESEL, orkiestra urywa w połowie frazy, zdziwiony saksofonista jeszcze fałszuje ze trzy nuty i zapada niezręczna cisza.

Jak to wysłać? Kontaktu z pacjentem brak, zmienił adres, telefon, wyjechał, umarł.

Zabawna historia, prawda?

Ten wpis został opublikowany w kategorii informatyzacja, cyfryzacja i inne cuda i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s