NFZ czy matrix?

Obserwuję ostatnio działalność NEO Hospital. To zjawisko wygląda trochę jak supernova na tle ochrony zdrowia. Nagle jest, korzysta ze środków unijnych, prowadzi innowacyjne, nowoczesne zabiegi i jest bardzo zaangażowany w nowe technologie. Jest placówką komercyjną, to fakt, słowo ‚nagle’ jest mylące, niewątpliwie za tym rozbłyskiem stoi sztab ludzi, ciężko pracujących nad organizacją i funkcjonowaniem tegoż.

Co ja mam z tym wspólnego, pracownik budżetówki, podmiotu finansowanego ze środków publicznych?

Niby nic. Zazdrość i poczucie klęski.

Oto brnę w zarządzenia prezesa NFZ, przeliczam współczynniki, korektory i modyfikatory świadczeń. Weryfikuję swoją wiedzę o permanentnie zmiennych mechanizmach rozliczeń, coraz bardziej skomplikowanych, rozbudowanych, niesprawiedliwie finansujących przypadki, gdzie po uwzględnieniu kosztów, czasem pozostaje jedynie sława i chwała.

Zastanawiam się nad sensem sprawozdawczości, która się powiela, z której nikt nie skorzysta, która często, z zasady jest fałszywa, bo dane są zdeterminowane przez nią samą.

Często myślę o tym, że ludzie w instytucjach nadrzędnych wymuszają na nas zbędne raporty, wymagają równoległej rejestracji świadczeń w kilku różnych miejscach, tworzą zbędne konstrukty, dzięki którym całość traci na spójności. Wymuszają zmiany w oprogramowaniu, które nie przyczyniają się w żaden sposób do efektywniejszej pracy.

Tymczasem tkwimy w długach. To nie szpital jest zadłużony, tylko jednostka administracyjna nim zarządzająca. Powiat. Szpital nie upadnie, będzie generował dług, jak większość szpitali powiatowych. Nie wiem, czy więcej jest poczucia bezsilności, bo oczywiste ograniczenia wynikające z zakazu komercyjnego wykorzystania zasobów powodują marnowanie potencjału, czy też dominuje poczucie bezpieczeństwa. Cokolwiek się stanie, szpital trwa. Jest pod kloszem. Pozbawiony presji konkurencyjności, omijający prawa rynku. Nauczeni zostaliśmy przez NFZ spełniania wymogów formalnych. Z jednej strony czas pracy poradni nie mógł być krótszy niż x godzin, z drugiej NFZ nie zapłaci za więcej niż y pacjentów. Absurd. Generujemy nadwykonania bez gwarancji zapłaty. Nie robimy dwu różnych zabiegów w czasie jednej hospitalizacji, choćby to było nie wiem jak korzystne dla pacjenta. Przyjmujemy pacjenta gratis w czasie krótszym niż 14 dni od poprzedniej hospitalizacji. Poprawiamy błędy weryfikacji, generowane przez algorytmy, o których nic nie wiemy.

Ta konstrukcja sprawia, że nadajemy niezwykle ważne znaczenie sprawom zupełnie bezsensownym. Warunkiem formalnym rozliczenia pacjenta jest m. in. ciągłość podstawy jego ubezpieczenia. Sprawdzamy więc codziennie status w systemie eWUŚ, a gdy jakiegoś dnia wydarzy się awaria, cała Polska produkuje papierowe dokumenty oświadczeń. Oczywiście NFZ wie, kto wczoraj, przedwczoraj i każdego dowolnego dnia był ubezpieczony, ale to tak nie działa. Nie sprawdziłeś na czas, to kombinuj.

W porównaniu z placówkami komercyjnymi, jesteśmy jak roślinki w szklarni, chronione przed normalnym środowiskiem wolnego rynku. Nie możemy reklamować swoich usług, nie możemy dowolnie zmieniać zakresu świadczeń. Nie możemy być elastyczni wobec zmian.

Wolność decydowania o przyszłości szpitala nie ma racji bytu. Warunki dyktują lekarze, a dyrektor nie może powiedzieć: nie dam ci tyle, ile chcesz, możesz się zwolnić. Coś takiego, jak zamknięcie poradni czy oddziału jest niedopuszczalne. Lepiej zmienić dyrektora.

Przyglądam się temu, uświadamiam sobie, że tkwię w samym środku tej niepojętej gry, gdy na zewnątrz, komercyjne szpitale pracują. Generują zyski, pracują i leczą ludzi. Nieprawdopodobne…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „NFZ czy matrix?

  1. NZOZ pisze:

    smutne

    Polubienie

  2. Sulejman pisze:

    Też mam takie same odczucia, jak zaczynałem pracę w dziale rozliczeń w 2014r. to myślałem że było to trudne, teraz takiej pracy zacząć by się nie dało po prostu. To co się dzieje to istny kosmos, oni tworzą procesy godne pracy nad rakietami Elona Muska i coraz częściej dochodzę do wniosku, że rozwiązywanie problemów lub projektowanie procesów o podobnym stopniu skomplikowania co tutaj, daleko by nas zaprowadziło w otoczeniu biznesowym… wyyyypaaaalaaam się:) ale widać że w lewiatanie też już nie dają rady, rozpierdziel, a następnie już blisko. Wytrwajmy.

    Polubione przez 1 osoba

Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s